Na wstępie, na potrzeby tego tekstu postawmy kilka założeń.

Jesteś rodzicem. Pracujesz lub nie, wychowujesz chore dziecko. Nadmiar czasu to nieznana Ci frazeologia. Chociaż kochasz swoje dziecko, być może nawet lubisz wykonywaną pracę (tak, to się czasami zdarza!), czujesz, że chcesz nauczyć się czegoś nowego, pogłębić swoje pasje, robić coś innego … Masz zatem dwie możliwości: zabić to pragnienie (przyznaj się uczciwie przed sobą – wiesz jak to się robi!), albo je rozwijać – co w obecnej chwili wydaje się być celem nie do zrealizowania, bo przecież patrz wyżej – brak Ci czasu!

Gdzie on jest? Kto? Ten czas, no … 

Obowiązkowość to bardzo dobra cecha. Zadania w pracy muszą być wykonane, dziecko, aby było szczęśliwe, musi być zaopiekowane, dobrze by było, aby druga połówka w związku też nie czuła się opuszczona przez Ciebie. Na więcej nie ma czasu, na Twoje potrzeby intelektualne czy rozrywkowe nigdy nie ma odpowiedniej pory.

Zarządzanie własnym czasem to trudna, ale nie niemożliwa umiejętność. Popularne blogi o gospodarowaniu czasem, kursy o planowaniu, wyznaczaniu celi i ich konsekwentnej realizacji mają ostatnio „wzięcie”. Dlaczego? Bo pomagają zrozumieć, że Twój czas jest ważny. Nie masz go w nieograniczonej ilości, dlatego im wcześniej zaczniesz świadomie nim kierować, tym więcej osiągniesz. Prawdopodobnie nie zrealizujesz wszystkich swoich marzeń czy planów, ale zwiększysz szansę na urzeczywistnienie wielu z nich.

Jest pewna różnica między tym, jak swój czas szanują kobiety i mężczyźni. Być może wygląda to nieco stereotypowo, ale to właśnie mężczyźni potrafią tak nim pokierować, aby znaleźć choć chwilę dla swoich zainteresowań. Nie przeszkadza im w tym fakt, że są rodzicami, pracownikami, mają jakieś zobowiązania. Chęć musi być zrealizowana, dlatego tak porządkują swoje plany, aby w codziennym grafiku znalazła się chociaż chwila na ulubiony temat. Dodatkowo, umieją mówić o tym, że potrzebują wolnego, komunikują „muszę wyjść dziś ok. 18:00, jestem umówiony”.

A kobiety? Chociaż wiele z nich wmawia sobie lub trenuje umiejętności „posiadania” czasu, zazwyczaj kumulacja obowiązków, nieumiejętność przestania myślenia o rzeczach koniecznych do wykonania dominują nad chęcią odpoczynku czy własnej edukacji.

w poszukiwaniu straconego czasu 

Sytuacja nie jest na tyle beznadziejna, żeby uważać, że nigdy nie będzie można jej zmienić. Przeciwnie, wystarczy tylko podjąć decyzję, że w sposobie funkcjonowania domu należy wprowadzić nowe zasady lub uproszczenia w organizacji jego zarządzaniem. Trzeba do tego jeszcze dodać zmianę nawyków, czasem też stylu myślenia, i już!

Poważnie rzecz ujmując, pierwszym zadaniem jakie należy rozwiązać, kiedy podejmuje się decyzję o znalezieniu chwili dla siebie, to rozszyfrowanie, na co tracimy w codzienności czas. Trzeba więc rozważyć dwa obszary:

  • zadania konieczne do wykonania
  • zadania niekonieczne do wykonania (czasopochłaniacze)

Wykonując codzienne zadania może zdarzyć się, że będą one generować mniej czasu, jeśli połączymy je w zbiory zadań podobnych do siebie, np. ręczne mycie naczyń z pobieżnym posprzątaniem kuchni, nastawienie prania z układaniem dopiero co ściągniętych ze sznura ubrań. Ułatwienie to polega na tym, że nie tracisz energii na zastanawianie się, co kiedy zrobisz, bo zadania te nie wymagają zbyt wielkiej uwagi, można je wykonywać niejako automatycznie, bez wielkiego wysiłku umysłowego. Łącząc podobne czynności w pokrewne pary, prawdopodobnie uda Ci się zaoszczędzić trochę czasu.

Inaczej rzecz się ma, jeśli Twoim obowiązkiem jest np. codzienne przygotowywanie lekarstw dla dziecka. Chociaż jest to rutynowa czynność, to wymaga ona skupienia, uwaga powinna być wtedy skoncentrowana właśnie na tym konkretnym zadaniu. Obowiązków tego typu nie należy wykonywać w pośpiechu czy z roztargnieniem, gdyż cena za pomyłkę może być bardzo wysoka. Stres i nieprzyjemności z tego tytułu nie są warte „nadgonionego” niby czasu podczas wykonanych naprędce czynności.

Obszarem codzienności, gdzie prawdziwie można zaoszczędzić wolną chwilę są obecne w naszym życiu „czasopochłaniacze”. Prawdopodobnie, mechanizm ich występowania jest u każdego podobny – czasopochłaniacz imituje coś, sugeruje, że jest ważny i koniecznie trzeba się nim zająć, bądź też przekonuje, że „przecież” należy Ci się chwila odpoczynku, obejrzyj kolejny odcinek serialu – zachęca.

„Czasopochłaniacze”, czyli bagatelnej ważności czynności realizujemy codziennie. Są nimi np. mimowolne przeglądanie smartfona w poszukiwaniu „cennych” informacji na portalach społecznościowych (następnym razem włącz stoper i zmierz, ile czasu na to poświęcasz!), przegląd kolorowej, mało ambitnej prasy lub uważne oglądanie programów śniadaniowych. Nie zrozum mnie źle – jako przerywnik, OK, niech się dzieją, ale niech nie zdominuje to Twojej uwagi i aktywności. Czy odpuszczając oglądanie kolejnego odcinka DDTVN program spadnie z ramówki? Prawdopodobnie nie, Ty zaś zyskasz kilka godzin i będziesz mogła wykorzystać je bardziej kreatywnie. Jeśli jesteś rządna wiedzy, o czym mówią goście takich programów, łącz oglądanie z odrębną czynnością, np. prasowaniem lub innym mało obciążającym zadaniem.

mam czas na wszystko 

Pogodzenie wszystkich aktywności w ciągu dnia, z towarzyszącym temu poczuciem zadowolenia, że wszystko co było zaplanowane, zostało wykonane, jest możliwe. Ułatwiają to dwa rozwiązania.

  1. planowanie dnia
  2. dzielenie obowiązków między domowników (jeśli sama wychowujesz dziecko, zwróć uwagę na przychylne wokół Ciebie osoby, każdy może liczyć na czyjąś pomoc – sąsiada, kogoś z rodziny, kolegów z dawnych lat, ze szkolnej ławki, studiów etc.)

Perfekcjonizm rzadko kiedy bywa oznaką zdrowia lub równowagi psychicznej, nie przejmuj się zbytnio, że zdarzają się czasem rzeczy, które wymykają się Twojej spostrzegawczości. Jasne, rozwijaj swoją uwagę i spryt, ale nie odmierzaj wagą i centymetrem wykonanych zadań czy zobowiązań (chyba, że jesteś farmaceutką lub architektem).

Twój czas, jak nazwa wskazuje jest Twój, to Ty masz wszystkie narzędzia do tego, aby nim zarządzać. Ułatwić Ci to może planowanie dnia, moderowanie pokrewnych czynności w taki sposób, by łatwo dały się połączyć.

Każdego wieczoru, spróbuj przemyśleć zadania jakie czekają Cię kolejnego dnia. Połącz je w pary lub grupy, określając które są ważne i konieczne do zrobienia oraz te, które, jeśli będzie taka okazja, zostaną wykonane. Możesz je łączyć potem również według innego klucza, np. spraw urzędowych do osobistego załatwienia „na mieście” i ewentualnych zakupów w okolicy urzędu. Masz wtedy przygotowane dwie pieczenie na jednym ogniu.

Pamiętaj, że codzienność, jeśli dzielisz ją z kim, niesie również obowiązki innym osobom. Informuj domowników jakie czynności czekają na wykonanie. Teoretycznie, sama jesteś w stanie posprzątać mieszkanie, zadbać o jedzenie i inne konieczności, ale skoro w Twoim „M” są też inni mieszkańcy, niech przejmą część zadań. Zyskasz wtedy więcej czasu, a oni zadowoloną, mniej zmęczoną mamę i żonę.

Co zrobisz z uzyskanym czasem? To, o czym marzysz od dawna, ale nigdy nie miałaś czasu, aby zrealizować swoje marzenie. Pamiętaj tylko, żeby nie był to „czasopochłaniacz”. Przecież dopiero co wyrwałaś się z jego objęć!

 

fot. Pixabay