W mojej rodzinnej miejscowości nadal słyszy się czasami słowa: „Jedzenie jest jak modlitwa”. Mówi się tak zwłaszcza do dzieci, gdy źle zachowują się przy stole, kruszą, zrzucają jedzenie z talerza albo się wiercą. Gdy słyszą, że przy jedzeniu należy zachowywać się jak na modlitwie, uspokajają się. Do czasu, aż o tym zapomną … 

To powiedzenie mimowolnie wyraża pewną prawidłowość: to, jak jemy, mówi też nieco o tym, jak wierzymy. Religie tworzą normy, które pokazują m.in. jaka powinna być rola jedzenia w naszym dążeniu do doskonałości. Większość z nich podkreśla cnotę umiarkowania. Dla chrześcijanina niemarkowanie w jedzeniu i piciu jest nawet jednym z grzechów głównych, a to oznacza , że może stać się bezpośrednią przyczyną innych zaniedbań w życiu duchowym. BYć może dlatego, że zarówno człowiek przejedzony, jak i głodny nie jest w stanie skupić się na nawet najbardziej pobożnych praktykach.

Wiara może nas ochronić przed niewłaściwym stosunkiem do jedzenia, może też okazać się pomocna w terapii zaburzeń odżywiania. Wśród psychologów istnieje bowiem pogląd, że wyobrażenia pacjentów o Bogu (obrazy Boga), mogą też wiele powiedzieć o przyczynach zaburzenia. Bywa i tak, że w trakcie terapii człowiek uświadamia sobie, że choroba niszczy nie tylko jego zdrowie, relacje rodzinne, ale też więź z Bogiem.

jacy rodzice, taki Bóg 

Przypisywanie Bogu pewnych cech ma bezpośredni związek z doświadczeniami z dzieciństwa. Jeśli rodzice okazywali swemu dziecku czułość, interesowali się jego życiem, to prawdopodobnie będzie ono miało obraz Boga opiekuńczego i troskliwego. Jeśli dziecko nie zaznało ciepła rodzinnego domu, doświadczyło emocjonalnego odrzucenia, chłodu relacji, to prawdopodobnie będzie kojarzyć Boga z równie mało przyjemnymi doznaniami.

Może się zdarzyć, że mając kochających rodziców, w chwili dramatycznego doświadczenia dziecko zaczyna postrzegać Boga jako agresora, który chce zniszczyć rodzinną harmonię. Bywa też przeciwnie: doświadczając braku uwagi i miłości ze strony rodziców, dziecko tworzy sobie obraz Boga, który wynagradza wszelkie braki i nieumiejętności opiekunów.

Rozszyfrowanie obrazów Boga pomaga odpowiedzieć, m.in. na pytania, dlaczego ktoś czuje się odrzucony przez otoczenia, nie akceptuje swojego wyglądu, dlaczego opiera się na opiniach innych ludzi i nie wyciąga wniosków z własnych obserwacji albo też dlaczego próbuje siebie ukarać, głodząc się lub objadając.

Bóg bulimika

Bulimia często rozwija się u osób, których rodzice stosowali bardzo rygorystyczne metody wychowawcze i nie byli wrażliwi na potrzeby dziecka. W rodzinach takich brakowało tolerancji dla niedoskonałości, nie wzmacniano też poczucia wartości dziecka. To przyczynia się do powstawania u dzieci poczucia lęku, niskiej samooceny i słabej tolerancji na stres, a jednocześnie wyzwala ogromny głód sukcesu.

Rodzicom wydaje się czasem, że skutecznie mobilizują dzieci, reagując na ich niepowodzenia komentarzami typu: „Przypuszczałem, że ci się nie uda”, „Wiedziałem, że nie strzelisz tej bramki”, „Twoja młodsza siostra zrobiłaby to lepiej od ciebie”. Może się zdarzyć, że motywowane w ten sposób dziecko zacznie donosić sukcesy, ale jego samoocena będzie niska.

Skoro najbliżsi nie dostrzegają w nim wartości, dziecko zaczyna sądzić, że i Bóg myśli tymi samymi kategoriami. W oczach dziecka jest On bardzo wymagający i wiecznie niezadowolony, czyha na każde potknięcie. Nie ma więc powodu, dla którego bulimik powinien traktować siebie ulgowo, uważać się za osobę chorą, a nie po prostu, niepotrzebną czy niekochaną. Relacja z Bogiem nie ma znaczenia. Liczy się osiągnięcie doskonałości i uniknięcie porażek.

Bóg anorektyka 

Zauważono, że anorektycy często wychowywani są w rodzinach perfekcjonistów, u których dziecko znajduje się pod ogromną presją. Rodziny te charakteryzuje także m.in. nadopiekuńczość, nieustanna kontrola, stawianie dobra rodziny ponad dobro poszczególnych osób. Wychowany w takiej atmosferze człowiek nie może się usamodzielnić, przejąć kontroli nad własnym życiem, a jednocześnie ma ciągłe poczucie, że musi komuś coś wynagradzać.

Anoreksja, jako wymierzanie sobie kary za domniemane przewinienia, związana jest najczęściej z trudnymi emocjonalnymi przeżyciami z przeszłości. Okazuje się, że brak akceptacji siebie to efekt braku odpowiedniego wsparcia ze strony rodziców czy opiekunów w najważniejszych momentach życia. Jeśli osoba chora nie otrzymywała w dzieciństwie lub okresie dojrzewania pozytywnych komunikatów, że jest ważna dla rodziny, wyjątkowa, to sposób jej rozumowania jest prosty: „Jestem niepotrzebny rodzicom, przestanę jeść, to zniknę i nie będą mnie widzieć”.

Odmawianie sobie pożywienia może być też rozumiane jako próba ukarania siebie za niedoskonałe wypełnianie zleconych przez rodziców zadań i brak zdolności interpersonalnych. Może również dawać złudne uczucie kontroli nad własnym życiem.

Bóg jawi się wtedy często jako alter ego surowych rodziców, ich obciążających wymagań i braku możliwości negocjacji. Jest groźny, wszechobecny, surowy. Radykalne powstrzymywanie się od pokarmu może być rozumiane jako próba zadośćuczynienia za popełnione grzechy i nieposłuszeństwa. Zdaniem osoby chorej jest to działanie z wyprzedzeniem, zanim „karząca ręka” Boga nie dosięgnie jej albo którejś z ważnych dla niej osób.

Bóg nałogowca 

Zdarza się, że ktoś karze się za niepowodzenia, objadając się. Otyłość może stać się sposobem na ukazanie światu swojej niekompetencji, nieprzydatności i jest bezpośrednią konsekwencją braku akceptacji siebie. Bywa też ucieczką od nadmiernych oczekiwań otoczenia czy konieczności kontaktów  z innymi ludźmi. Nadmierne objadanie się może być specyficznym sposobem znieczulanie się na nieprzyjazną rzeczywistość, dostarczania endorfin w chwili, kiedy odczuwa się silną potrzebę pocieszenia się.

Ludzie cierpiący na kompulsywne objadanie się często mają pretensje do Boga, nie tyle o wygląd, co o warunki życia które popychają ich ku nałogowi jedzenia. Nieprzyjemnie doświadczenia w kontaktach z ludźmi, kąśliwe uwagi i wyśmiewanie się mogą sprawić, że Bóg będzie postrzegany jako Ktoś odległy i niezbyt zainteresowany losem człowieka, czasem nawet cyniczny. Będzie również Kimś, kto ciągle zsyła cierpienie i trudne doświadczenia i zabiera to, co dał wcześniej.

 

Niechęć do ciała kryje czasem pytanie, czy Wszechmogący Bóg kpi sobie z człowieka umieszczając go w tak niedoskonałej formie. Ataki na własne ciało, czy to przez nadmierne objadanie się, samookaleczenia czy niedostarczanie mu pożywienia stają się wtedy swoistą prowokacją wobec Boga, próbą zmuszenia Go do jakiejś reakcji, bo przecież Bóg, który jest miłością, musi interweniować w chwili, kiedy Jego stworzeniu dzieje się źle.

 

Lipiec 2012, „Miesięcznik katolicki LIST”

 

fot. Unsplash